Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gothic. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Gothic. Pokaż wszystkie posty

7/28/2014

Tu życie się zaczeło, pamiętam jak...

Seria Gothic, czyli legenda Bezimiennego cz. 1 

Tu życie się zaczęło, pamiętam jak ze znajomymi chodziliśmy na zębacze... - Ktoś wie, kogo sparafrazowałem? W nagrodę za dobrą odpowiedź oferuję - pisemną pochwałę. Więc walczcie!

Po długich namysłach i konsultacjach stwierdziłem, iż grzechem wielkim byłoby ujęcie całej serii Gothic w poście. Wiecie, to tak jakby opisać swoje życie w 3 zdaniach. - Tu byłem, a tam nie. To zrobiłem, a to nie. Umarłem. Szlag... szybki ten koniec. Tak więc, podzielę to na 3 części, bo tylko tyle uważam za tzw. należące do kanonu. Gry Gothic 1, 2 + Noc Kruka oraz 3, są dziełem niemieckiego studia Phirania Bytes. Jak niemiaszkom nie kibicuję na euro, tak za to ich cenię niesamowicie.                                                                                                                        Jestem sobie mały miś, mam dwie dziwki nie od dziś...
W pierwszej części dowiadujemy się, iż  Królestwo Myrtany najechała armia Orków, istot silnych, ale bezwzględnych, które z wyglądu przypominają wyrośnięte małpy. Dajcie im jeszcze do ręki topór, albo mieczy i macie właśnie Orków. W pierwszych dwóch częściach, tylko naprawdę rzadkie wyjątki znają wymowę ludzką, a większość krzyczy "Orak - Shaka". No i z tym pięknym okrzykiem na ustach pragnie dobrać się nam do dupy. Król Robhar drugi nie miał wyboru, aby wzmocnić swoją armię potrzebował dostaw magicznej rudy. Surowca do wyrobu pancerzy i mieczy dla swoich paladynów...                                                                   

Największe złoża znajdują się na Wyspie Khorinis w jej części o nazwie Górnicza Dolina, która została odgrodzona przez magów królestwa o reszty świata - magiczną barierą (kondomem). Coś się spieprzyło i obudzono pradawną bestię, a przy okazji uwięziono magów i garnizon straży więziennej. Więźniowie wykorzystali sytuację i... sami wiecie - rzeź niewiniątek. Herod byłby dumny. 


Tu pojawia się nasz bohater. Nie ma imienia, nie ma przeszłości. Jest nowym więźniem, który przypadkiem dostaje zlecenie dostarczenia wiadomości dla Magów Ognia. Po zrzuceniu za barierę, piąstce w twarz od kolegów skazańców i miłym przywianiu od cienia Diega, rusza ku swojej przygodzie. A tą historię napiszemy my.

Jest to gra cRPG z widokiem zza pleców postaci, posiada duży urozmaicony świat, który tylko czeka na naszą dupę. A gwałci tak, że boli... Możemy dołączyć do jednego z 3 obozów (W każdym podział na magiczną i wojowniczą część) i na swój sposób ocalić siebie, oraz innych. Jednak by do nich dołączyć musimy się napocić przy seriach questów (zadań), a w grze jest ich całe mnóstwo. W przerwie możemy odwiedzić arenę (symulator Gladiatora - Mieciu! No zajeb go tą lagą...), albo popracować nad naszymi umiejętnościami w kowalstwie. 

       Paczajcie! Dostał mieczem w plecy! Jestem Obi Wan Kenobi...
Nudzi się dalej komuś? No to chodźmy zapolować na grubego zwierza. Zaczynamy od przerażających ścierwojadów, czy biegniemy na cieniostwora albo trolle. Nie ma co, różnorakich bestii spotkamy tu całe mnóstwo... a nie lubią nas, oj nie lubią. Biegamy sobie po obozie, zagadujemy różne postacie. Wiele z nich ma naprawdę ciekawe historie do opowiedzenia. Ktoś był kiedyś paladynem, ktoś inny zamożnym kupcem, magiem, wojownikiem. Warto rozmawiać! Możemy też poznać postacie... egmh... że tak powiem o dziwnej naturze (- Twój ojciec zabawiał się z owcami. - No, były takie pogłoski "Kharim"). Przykładem takim jest najbardziej hejcona postać w grze. Miłośnik zwierząt. Wrzód. Ale nie powiem nic więcej, sami musicie zaznać przyjemności ze spotkań z tym wielkim człowiekiem. ( Hej, kolego! Poczekaj na mnie.)   

Warto ruszyć do tego magicznego i brutalnego świata. Przeszedłeś/aś? Cholera! Co ty tu jeszcze robisz. Graj od nowa... mnie już palce świerzbią. 

Powodzenia życzy,
Zui



 

7/22/2014

Relacja jeszcze ciepła z Castle Party



Castle Party

Moi drodzy, już teraz zrobię dla was reklamę.Serio, w życiu nie byłem na lepszym festiwalu. Zacznę od wyjaśnień:
Z racji, iż moja dziewczyna jest Gotką postanowiłem towarzyszyć jej w tej zabawie i przerosło to moje oczekiwania. 

Początki były trudne, dotarcie do Bolkowa z Wrocławia nie należało do epickich przyjemności, korki, opóźnienia. Standard. No i to zabawne nieogarnięcie, ludzie biegali od autobusu do autobusu, z peronu na peron, bo bilety nie były jednoznaczne! Tor = Peron? Jak? Nie? Szlag by to. W końcu po przepakowaniu z jednego autobusu do drugiego, bo uznały za stosowne przyjechać w tym samym czasie dwa, do tej samej miejscowości – ruszyliśmy. 

Czarno to  widzę, to właśnie mógłbym rzec na widok Bolkowa, gdy wysiadałem. Tłumy Gotów przechadzały się tam i z powrotem! Szybkie ogarnięcie w kwaterze i ruszamy na rynek. Zdjęcia – pozy, jako nowicjusz byłem zaskoczony. Co chwilę ktoś zagadywał nas o zdjęcie, i to każdego z 3 dni. Ale gorąc. Boże, tfu… (Swoją drogą na transparencie: Chwalcie Syna Bożego – Got śpi na ławce pod kościołem, można?) 

Oglądaliście Pocahontas część 2? Tam Indianin szedł przez miasto i liczył białych poprzez nacinanie kresek na lasce. Dokładnie to, czułem się tak samo. Mi też skończył się patyk.
Wchodzimy po szybkim obmacaniu plecaka na Zamek, pierwsze koncerty i już wiem – jest Moc. Podchodzimy pod scenę… Znacie to uczucie gdy powoli zaczynają buty falować? Gdy rytm muzyki staje się biciem naszego serca? (Tak, to jest właśnie to. Nieziemskie uczucie. W glanach było zajebiście.) 


Parę słów o strojach:
Można tam było spotkać wszystko – od ludzi ubranych w zwykłe ciuszki (niedzielne :E), poprzez czerń, stroje arystokracji, steampunk, wojskowe, po naprawdę wielkie wyjątki jak:
Papież: Ubrany na biało i błogosławiący wiernych. *Niech Jezus nie będzie z wami Goci*'
(Na zdjęciu poniżej widać światło z niebios spadające na niewiernych w obliczu papieża)
Pikachu i Asha: Pokemon! Zbierz je wszystkie!
Pana Drzewo: 3 dni na zielono! To się nazywa klasyka.
Slenderman: Tym razem nikt się nie bał.
Klockowego Draculę: Ugryzę Cię moimi klockowymi kłami. Czujesz to istoto ludzka?
Alicję z Krainy Czarów: Hej! A gdzie Kapelusznik?
 
Największe zaskoczenie?
Deine Lakaien, podchodziłem do niego sceptycznie. Myliłem się i bardzo się z tego cieszę. Kilka godzin świetnej muzyki! A taniec dziewczyny przy jego utworach… Dawać jeszcze raz!
Kapitan Nemo, mówię wam… prawie się popłakałem. Klasyka klasyki, poparta klasyką. Gdy wchodził na scenę leciała muza przy której Zamek zamienił się w wielki ocean. Nemo ubrany w pełni klimatycznie, tak sobie bym go wyobrażał. Czarna beretka i pas z czachą, i stylowy płaszcz. Okrzyki ludzi przed koncertem – Gdzie jest Nemo? Gdzie jest Nemo? Tam trzeba po prostu być.




Trzy dni poważnie zastanawiałem się nad postacią prowadzącego. Uwierzcie mi, ale to były bardzo poważne myśli. Kabareciarz prowadzi CP? Serio? Tak. Potwierdziło się. Adam Grzanka raczył nas najsuchszymi z żartów. Czujcie się ugotowani, moi drodzy. Jak by to sam mistrz powiedział.

Na uwagę również zasługuję fakt miejscowego księdza, który z zeznań świadków podobno pokropił paru Gotów wodą święconą, gdy prowadził malutką procesję dla naszego zbawienia.
Owszem „Naszego”. Czułem się jak swój. Śmiałem się, że okultysta zakamuflowany ze mnie! I jadę udawać, ale ta atmosfera, mimo mojego uśmiechu robiła swoje.
 
Kulturka, tak bym to nazwał. Pełna grzeczność. Zero burd, hałastr i innych takich. Baaa! Akcja zbierania kubków i wymiany na nagrody. Coś bardzo fajnego.
Wychodzimy z pierwszego koncertu i okazało się, że gdy ja zajęty byłem wczuwaniem się, to próbowano zrobić nam zdjęcie. Wg zeznań mojej dziewczyny, wyglądałem jakbym udawał, że mnie nie ma. Ta sytuacja była dla mnie szokiem: Gdzie, jak, co? Serio? Byłem zaskoczony. Szybko jednak się otrząsnąłem i przy następnych sytuacjach starałem się przybrać odpowiednią pozę. Wiecie... wyprężony na baczność, jakby mi ktoś kij do pleców przykleił. Warto było, po stokroć.

Zapraszam i polecam, niczym Piotr Fronczewski. 

Pozdrawiam 
Zui