Witajcie,
Usiadłem sobie przy biurku i
pomyślałem: Chciałbym być superbohaterem. Ilu
z was pomyślało kiedyś zupełnie tak samo? Odkąd Marvel wypuszcza swoje filmy,
coraz częściej mi się to przytrafia. Aż żal gardło ściska. No nic, możemy tylko
o byciu takimi herosami pomarzyć, albo zobaczyć jak są nimi aktorzy w kinie. Zrobimy to i tym razem. Wyświetlany jest aktualnie Kapitan Ameryka: Zimowy
żołnierz... Ja przedstawię wam jego pierwszą część, Kapitan Ameryka:
Pierwsze Starcie. Dopiero teraz zmusiłem się by obejrzeć ten film i udało mi
się. Jak zwykle… rzyganie tęczą trwa!
Akcja filmu (pomijam początek i koniec) toczy się podczas
drugiej wojny światowej. Aby ograniczyć straty w ludziach, a przede wszystkim przechylić
szalę zwycięstwa, mocarstwa starają się ubiec nawzajem w tzw. wyścigu
technologicznym. Trzecia Rzesza jest szybsza, dzięki genialnemu Schmidtowi zdobywa Tesseract (mała kosteczka). Źródło
niebywałej mocy i energii. Mogące zasilić ogromne ilości naukowych tworów,
a przede wszystkim broń, która zagrozi światu. Jednak USA ma asa w rękawie.
Zbiegły z Rzeszy naukowiec pragnie naprawić swoje błędy i stworzyć super
żołnierzy. Elitę armii, która zakończy wojnę i wprowadzi na zawsze pokój…